Kantabria – analogowo

Kantabria – analogowo

Ponieważ od bardzo dawna rozważaliśmy możliwość przeprowadzki na północ Hiszpanii, w październiku wybraliśmy się odwiedzić Kantabrię. Zatrzymaliśmy się w małym drewnanianym domku w środku lasu gdzie nie było nawet jednej kreseczki zasięgu w telefonie. Za oknem szumiał potok i można było obserwować skaczące po drzewach wiewiórki.

Las Hurdes – analogowo

Las Hurdes – analogowo

Jeśli czytacie mnie od jakiegoś czasu, może pamiętacie, że jesienią wybraliśmy się na parę dni do Estremadury. Plan był taki, żeby połazić po lesie i napawać się ciszą i spokojem. Bagaż mieliśmy nieduży, ale oczywiście musiałam zabrać połowę sprzętu fotograficznego 😛 Zdjęcia cyfrowe mogliście już obejrzeć wcześniej, a dzisiaj chciałam Wam pokazać te analogowe.

Wiosna w Grudziądzu

Wiosna w Grudziądzu

Andaluzja jest wiecznie zielona, no może z wyjątkiem lata kiedy robi się raczej żółta i spalona słońcem. W każdym razie, drzewa, które straciły liście zimą teraz je ozdyskują i świeżo zielony kolor młodych listków na tle błękitnego nieba jest tak piękny, że aż zapiera dech w piersiach.

Późna jesień w Las Hurdes

Późna jesień w Las Hurdes

Wielu Hiszpania kojarzy się wyłącznie ze słońcem i plażą i mało kto, myśląc o Hiszpanii wyobraża sobie gęsty las, rzeki i zaśnieżone górskie wierzchołki w oddali. Tymczasem wcale nie trzeba jechać na samą północ półwyspu Iberysjkiego, żeby takich widoków doświadczyć.

Liverpool – analogowo.

Liverpool – analogowo.

Tuż przed tym, kiedy odwiedziłam Grudziądz i zapadłam na paskudne zapalenie gardła, byłam przez kilka dni w Wielkiej Brytanii, w odwiedzinach u brata 🙂 Nie zrobiłam aż tylu zdjęć, ale podzielę się tym co mam czyli kilkoma fotkami z Liverpoolu. Pierwsze z rolki :)ChinatownKatedra Pamiętacie jak mówiłam, że robię zdjęcia kotom, kiedy zostaje mi kilka [...]

Jerez de la Frontera – analogowo.

Jerez de la Frontera – analogowo.

Zanim jeszcze zamieszkaliśmy w Jerez, przyjeżdżaliśmy tu często na święta, Ferię albo tak po prostu odwiedzić zanjomych i teściów. Podczas jednej z takich wizyt zabrałam ze sobą załadowaną Minoltę. Pomyślałam, że podzielę sie z Wami tymi zdjęciami, bo czemu nie 😉

Ulewa, aligator i Apollo 11.

Ulewa, aligator i Apollo 11.

Za oknem leje od dwóch dni, nagle zrobiło się bardzo jesiennie. Mój na plan na dzisiajszy wieczór to zakopać się pod kocem z kocem i książką (aktualnie Dobry Omen) i orzechami w czekoladzie 😉 Zanim to zrobię napiszę Wam jednak o trochę wcześniejszej ulewie - tej, która złapała mnie na przylądku Canaveral.

Flash talks, silent disco i Harry Potter.

Flash talks, silent disco i Harry Potter.

W poprzednim poście opowiedziałam Wam trochę o tym, jak minęła mi podróż do USA, ale podczas tego tygodnia wydarzyło się jeszcze tyle innych rzeczy... Jetlag zniknął po dwóch dniach, choć nadal chodziłam z czerwonymi i podkrążonymi oczami, bo jakoś nie mogłam wypocząć. Podejrzewam, że działo się za dużo 😀

Wrażenia z Orlando.

Wrażenia z Orlando.

Stałam już w kolejce na lotnisku, kiedy spojrzałam na telefon i zauważyłam, że mam wiadomość do odsłuchania. To American Airlines informowało mnie, że z powodu opóźnienia jednego z moich lotów zmieniono mi cały plan podróży i zamiast do Nowego Jorku polecę do Miami.