Do what is right, not what is easy

Wczorajszy dzień był dość stresujący. O 17 miałam kolejną rozmowę z ludźmi z Pracy Marzeń (zaraz Wam wszyściutko wytłumaczę 😉 ). Wiedziałam mniej więcej o czym będziemy rozmawiać, oraz, że będzie też jakieś zadanie podczas, którego będę musiała udostępnić mój pulpit, żeby widzieli co i jak robię. Jako, że do tej pory wszystkie te rozmowy odbywały się przez czat zdziwiłam się, kiedy pół godziny przed rozmową okazało się, że tym razem miała być to wideokonferencja.

Zdziwiłam się jeszcze bardziej, kiedy do rzeczonej wideokonferencji dołączyła kolejna osoba… Całe szczęście, że nie wiedziałam wcześniej, jak to będzie wyglądać – nie musiałam się denerwować przez całe 2 dni, a jedynie przez 30 minut 😛

Tired Stressed Out GIF-downsized_large

Porozmawialiśy chwilę, po czym wytłumaczono mi, na czym będzie polegało moje dzisiejsze zadanie. Wszystko było jasne. Byłam świetnie przygotowana. Dopóki nie padło pierwsze pytanie a ja nagle zapomniałam jak sie nazywam. Zimny pot wystąpił mi na czoło i przez chwilę, zamiast nad szukaniem odpowiedzi, zaczęłam się zastanawiać ile czasu pozwolą mi gapić się pusto w ekran i czy stanę się pośmiewiskiem, czy przekreślą mnie od razu i na tym się skończy. Potem zaczęłam coś bełkotać bezsensu, bo coś mi się wydawało, coś chciałam zapytać, ale nic, co mówiłam nie trzymało się kupy.

Stressed South Park GIF-downsized_large

Całe szczęście, moja rozmówczyni spokojnym głosem odpowiedziała na moje wątpliwości i trochę lżej mi się zrobiło. Postanowiłam jednak wziąć się w garść, spojrzeć na problem jeszcze raz, bez emocji. I odpowiedziałam, wciąż jeszcze dygocąc. I dobrze odpowiedziałam, co trochę mnie podniosło na duchu. Padło kolejne pytanie, tym razem odpowiedziałam natychmiast i bez wahania. Prawie widziałam jak spływa na mnie spokój. Rozwiązałam kilka kolejncyh problemów, przed którymi mnie postawiono i już wiedziałam, że będzie dobrze.

Zadanie dobiegło końca, zapytano mnie o moje wrażenia. Z uśmiechem przyznałam, że na początku spanikowałam, ale później było już całkiem przyjemnie. Porozmawiałyśmy jeszcze przez chwilę i nasze wirtualne spotkanie dobiegło końca. Wstałam, odeszłam od komputera i zawołałam G., żeby zdać mu relację z całej rozmowy. On wbiegał po schodach a ja zbliżałam się do ich szczytu, kiedy nogi odmówiły mi posłuszeństwa.

Tired Arrested Development GIF-downsized_large

Złożyły się jak dwie zapałki, więc usiedliśmy na ostatnim schodku i trzęsąc się jak galareta powiedziałam, że poszło mi dobrze i teraz tylko czekać, czy to tylko subiektywe uczucie, czy rzeczywiście zrobiłam dobre wrażenie. Powiedziano mi, że dostanę jakąś odpowiedź w ciągu najbliższych kilku dni. Pomyślałam, że będę miała czas się zrelaksować.

Dwie godziny później, z plamami po czekoladzie w okolicy ust, siedziałam na kanapie i oglądałam z G. test samochodu hybrydowego, o którym od jakiegoś czasu marzymy. Plim zabrzmiała nagle moja komórka i bezrefleksyjnie nacisnęłam guzik, żeby zobaczyć skąd to powiadomienie. Okazało się, że to e-mail. Swieżutki e-mail od rekruterki. Czy to dobrze, czy źle, że odpowiedzieli tak szybko? Znaczy to, że nie musieli się zastanawiać, bo po prostu mi podziekują, czy też nie mają już żadnych wątpliwości, że nadaję się na to stanowisko?

audrey hepburn wow GIF by O&O, Inc-downsized_large

Ku mojej wielkiej radości przeszłam do ostatniego etapu selekcji – zaproponowano mi okres próbny! Teraz dopiero zaczyna się zabawa. Od przyszłego tygodnia będę pracować jako Inżynier Szczęścia (Happiness Engineer) w firmie Automattic, znanej Wam szerzej, jako mojej Pracy Marzeń. Być może nigdy o nich nie słyszeliście, ale to właśnie dzięki nim istnieje ten blog – to ludzie, którzy stoją za WordPressem, Jetpackiem, WooCommerce i wieloma innymi inicjatywami. A dlaczego to moja praca marzeń? Przeczytajcie ten artykuł 😀 Choć nie jest do końca aktualny, to jednak szybko pojmiecie w czym rzecz.

Cóż mogę dodać. Przede mną dużo nauki i pewno jeszcze więcej stresu. Ale dam z siebie wszystko, żeby nie skończyło się na okresie próbnym.

bitmoji-20180329113059.png

 

Opublikował/a

Thirty-something, photog, sushi addict, cat mother, Happiness Engineer.

7 myśli w temacie “Do what is right, not what is easy

  1. O matko, ale się cieszę! 🙂 Mówiłam Ci, że czuję w plombach, że będzie dobrze! 🙂 Gratuluję z całego serca, i SZACUN, bo to że doszłaś już tak daleko w tak zajebistej firmie oznacza, że też jesteś zajebista! 🙂 Jestem pewna, że ten ostatni etap będzie czystą formalnością! 🙂 Gratuluję raz jeszcze, trzymam kciuki i liczę na fantastyczne relacje na blogu z tego, jak Ci idzie! ❤

    Polubione przez 1 osoba

    1. No, zaraz jak dostałam maila, pomyślałam o tych Twoich plombach haha. W środę zaczynam i jestem strasznie podekscytowana i trochę jeszcze oszołomiona tym wszystkim. Relację będę zdawać na bieżąco 😀 ❤

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s