Wakacje cz.1

Nie wysypiam się już od ponad tygodnia, a to się zazwyczaj przekłada na pogorszenie nastroju. Spędzam zbyt wiele czasu we własnej głowie i ciężko mi się za cokolwiek zabrać. Pomyślałam, że skoro i tak będę za dużo rozmyślać, mogę przynajmniej myśleć o czymś przyjemnym, jak na przykład o lecie i o tym jak kiedyś spędzałam wakacje.

Lato w tym roku jest dziwne, w Anglii susza, wiecznie zielona trawa wyschła na wiór, a ja w Hiszpanii wreszcie nie narzekam na upały. Jest gorąco, owszem, ale temperatura rzędu 32 jest la mnie do zniesienia. Umieram kiedy termometr wskazuje powyżej 36. Teraz jest znośnie , choć jestem strasznie śpiąca i z jakiegoś powodu przychodzą mi na myśl lody o smaku brzoskwiniowym. Sprzedawali je przez jakiś czas z tyłu Społemowskiego supersamu, codziennie był inny smak, ale ja jakoś pamiętam tylko te brzoskwiniowe…

Grudziądz

Lato w mieście nigdy nie wydawało mi się aż tak uciążliwe, pewnie dlatego, że nigdy nie mieszkałam w centrum. Nasze blokowisko położone tuż przy lesie miało wszystko, czego mi wtedy było potrzeba i nie zastanawiałam się zbyt wiele nad tym, czego moglo tam brakować. Było podwórko: huśtawki na których dzieciaki bujały się do podbity, kumpel rozbił sobie na nich skroń i pewnie do dzisiaj ma bliznę, a ja zdarłam sobie kiedyś skórę z całych pleców; piaskownica, do której załatwiały się okoliczne koty; huśtawka(konik), z której wyleciałam kiedyś w powietrze a moja mama mało nie wypadla z okna, bo była tego świadkiem. Były też piachy czyli góra piachu, przeznaczonego na sypanie chodników zimą, która była o niebo lepsza od naszej zwykłej piaskownicy. Odbywały się tam wyścigi kapsli, budowaliśmy tam motory z piasku i gałęzi, a czasem przynosiliśmy tam też chomika, bo lubił kopać.

W upały wstawialiśmy klatkę chomika do łazienki, bo to było najchłodniejsze miejsce w całym domu. Zwłaszcza kiedy napełniło się wannę zimną wodą. Chomik spał więc sobie w łazience a ja, z kluczami do domu na szyi, siedziałam przez cały dzień na dworze. Co można było wtedy robić? Wszystko!

Rano, kiedy jeszcze cień bloku osłaniał podwórko przed prażącym słońcem siedzieliśmy na ławce i graliśmy w karty. W wojnę, w pana, w makao, w kuku… Potem trzeba było szukać cienia. Można było rozłożyć koc na trawniku, pod drzewem i przynieść lalki lub książkę. Czasem ktoś przyniósł piłkę, albo gumę do skakania – nigdy nie skoczyłam wyżej niż do ud. Można było pobawić się w pomidora, wejść na drzewo, albo udawać, że duże krzaki to nasz dom. Można było jeździć na rowerze wkoło bloku. Można było na wrotkach, chociaż za blokiem w upał można się było wtopić w asfalt. Czasem jakieś starsze dzieciaki zawiesiły na drzewie linę i można się było na niej pohuśtać. Można też było z niej spektakularnie spaść, a jakże.

W weekendy rodzice zabierali nas czasem na plażę do Rudnika. Woda w jeziorze do czystych nie należała i przyznam, że widziałam tam kiedyś nawet pływającą kupę, ale to mnie w ogóle nie powsztrzymywało przed szalonym pluskaniem się. Pływać jeszcze wtedy nie umiałam, ale to też w ogóle nie było przeszkodą. A najfajniej było wejść do wody wieczorem, kiedy słońce już zachodziło. Była wtedy ciepła po całodziennym upale.

2018-07-23 14.24.30

W Rudniku, w restauracji zawsze była kolejka. Oprócz lodów i zimnych napojów sprzedawali tam ociekające tłuszczem frytki, które serwowali na papierowym, prostokątnym talerzyku. Talerzyk, też był otłuszczony i przyklejał się do niego piasek z plaży, ale nie było wtedy lepszego obiadu od tych syfnych frytek z solą.

Jedną z piosenek, która kojarzy mi się z takim upalnym latem z tamego okresu jest Shy Guy Diany King. Do dziś nie umiem tego porządnie zaśpiewać, choć wtedy nieznajomość angielskiego tylko to ułatwiała.

 

Jastarnia

Pamiętam jak któregoś wieczoru, leżałam już w łóżku, tata wrócił do domu i zabrał nas wszystkich do Jastarnii, gdzie wtedy pracował. Mnie, na wpół śpiącą, zapakowano do Malucha, a może już wtedy Bisa, nie pamiętam. Kiedy dojechaliśmy, tata wniósł mnie do jakiegoś nieznanego budynku, słyszałam tylko kroki rodziców i brata, odbijające się echem przez długi, pusty korytarz. Tak sobie przynajmniej to miejsce wyobrażałam, bo oczy miałam zamknięte i byłam tak śpiąca, że za nic nie mogłam ich otworzyć.

Rano to dopiero były emocje – zobaczyć gdzie się jest i odkryć, że mieszkamy tuż naprzeciwko lądowiska (tata pracował jako mechanik lotniczy), a od morza dzieli nas tylko pas lasu. Oczywiście większą część dnia tata pracował, mama często mu pomagała, więc z bratem biegaliśmy po lądowisku wyszukując sobie czegoś do roboty. Jak w samolocie było wolne miejsce, oczywiście pakowaliśmy się do środka. Lotów widokowych Antkiem (samolotem AN-2) nad Półwyspem Helskim nigdy nie mieliśmy dość.

Nie wiem czy byliście kiedyś na jakimś takim locie widokowym. Dla dodatkowych atrakcji, pilot często nagle zaczynał pikować w dół a potem szybko wznosił samolot do góry, robią się wtedy lekkie przeciążenia i ludzie zazwyczaj trochę głupieją. My znaliśmy już te sztuczki na pamięć, więc nie dość, że tylko czekaliśmy na górki, to jeszcze rozglądaliśmy się po samolocie patrząc na reakcje innych.

Pamiętam też, jak właziłam na nasz samochód, żeby stać wyżej, kiedy pilot efektownie przelatywał dość nisko nad lotniskiem. Teraz w życiu bym tego nie zrobiła, ale cóż, wtedy każda rozrywka była mile widziana. Tak samo jak robienie „zapiekanek” z kawałków płyty falowanej z jakiegoś sztucznego włókna. Mój brat, jako nastolatek zafascynowany ogniem, zbudował mi z cegieł mały „piec”, w którym coś tam palił. Ja układałam w nim kawałki płyty z przeróżnymi liśćmi i nasionami, które udało mi się znaleźć. Najlepsze były makowe główki, które świetnie odgrywały rolę przypraw.

Wieczorami, po skończonych lotach, czasem jechaliśmy do Juraty. Tyle się działo na deptaku, artyści malujący portrety i karykatury, ludzie sprzedający rzeźby i biżuterię, kolorowe zabawki, akcesoria plażowe… Raz minęliśmy tam Piotra Skargę – Duraja z pierwszej polskiej telenoweli „W labiryncie” – i było to całkiem interesujące przeżycie, zobaczyć na żywo pana z telewizji.

img618


Na molo, obowiązkowo, musiałam wejść z gofrem z bitą śmietaną i owocami. Czasem w budce w centrum mama kupowała nam paja, coś jakby ciepłą bułkę z mięsnym nadzieniem. Jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, że nie było to nic innego jak angielski „pie”, ale wtedy o Anglii nie wiedziałam właściwie nic, a na budce było napisane „Paje”. Rodzice cieszyli się dostępem do świeżych ryb, dla mnie istniał tylko jeden rodzaj – flądra. Koniecznie z frytkami.

Bałtyk był zimny, ale to mi w ogóle nie przeszkadzało. Ciepłego morza nie umiałam sobie wtedy wyobrazić. Budowało się zamki z piasku, robiło tunele… czołgaliśmy się z bratem po zardzewiałych, ogromnych rurach – do dziś nie wiem do czego służyły, ale wiem, że na bank nie weszłabym teraz do żadnej rury i słabo mi się robi jak tylko o tym pomyślę. Przed pójściem na plażę często zostawialiśmy na torach kolejowych monetę (to było przed denominacją, więc kładliśmy stare, bezwartościowe monety). Po powrocie szukaliśmy gdzie na torach się odbiła i gdzie spadła i, wierzcie mi że, taka rozpłaszczona przez pociąg moneta była najlepszą pamiątką z wakacji.

CDN.

 

Opublikował/a

Thirty-something, photog, sushi addict, cat mother, Happiness Engineer.

8 myśli w temacie “Wakacje cz.1

  1. Na gumie skakałam do szyi – do uszu nigdy nie doskoczyłam… Kiedy to minęło?
    Moje dziecko będzie się o tym chyba uczyć na lekcjach historii, bo dzieci teraz nie bawią się razem. Każde ze smartfonem, elektryczną hulajnogą, obojętne… Ale zeszłabym na zawał, gdyby mi córa piekła ‚zapiekanki’ na realnym ogniu!

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Ja przy pasie zawsze wymiękałam, nie wiem jak mogliście skakać wyżej XD A z tym ogniem no to jak mówiłam, brat miał trochę zajoba na tym punkcie od zawsze 😛 Ale przeżyliśmy oboje i żadnego pożaru nigdy nie spowodowaliśmy 😀

      Polubienie

      1. Ja się przebudzam 4-5 codziennie (a zasypiam po północy…) i już nie mogę spać… Będę bardzo czekała na kolejny odcinek, Twoje teksty wspomnieniowe zawsze mi bardzo dobrze robią na psychikę… 🙂 ❤

        Polubienie

  2. Pierwszy raz u Ciebie i jestem pozytywnie zaskoczona. Na pewno będę tu zaglądać! Sama często wspominam moje dziecięce lata, jestem bardzo sentymentalna. Na słowa co zrobił Twój tata, się uśmiechnęłam!
    Pozdrawiam serdecznie! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s