Biustonosz

– Ma… – N. wyszeptała do ucha M. i pewnie bym tego nie usłyszała gdyby nie fakt, że zamiast skupiać się na tym co robiły moje nogi podczas skakania w gumę, obie gapiły mi się na cycki.
Skakałyśmy w gumę nie przypadkowo. Był to perfidny plan młodych nastolatek, żeby upewnić się, że nie skaczą mi piersi, co byłoby z kolei potwierdzeniem postawionej wcześniej tezy – Oliwia zaczęła nosić stanik!

Powiedzmy sobie szczerze, wcale mnie to nie napawało dumą, wręcz przeciwnie, było mi strasznie głupio. Tak z powodu stanika, jak i z powiekszającego się powoli biustu. Nie przypominał on wcale piersi z filmów czy ukradkiem przeglądanych magazynów. Był jakiś mięsisty, stożkowaty i w ogóle nie pasował do reszty ciała. Z trudem namówiłam mamę, żeby się nade mną zlitowała i kupiła mi stanik po tym, jak brat zasugerował, że może powinnam nosić podkoszulki pod t-shirtami. Z dwojga złego, lepszy biustonosz.

Na koniec roku, w szóstej klasie, prześwitywał przez białą bluzkę. Dziewczyny z siódmej uznały to za cholernie zabawne, stuknęły mnie w ramię od tyłu, a kiedy się odwróciłam, obie już gapiły mi się na biust, po czym wybuchnęły histerycznym śmiechem. Cóż, chyba nawet teraz nie wiedziałabym jak na to zareagować.

Jeszcze kilka lat wcześniej kiedy z dziewczynami z podwórka podwijałyśmy sobie do góry koszulki, żeby porównać, która ma jakie, choć byłam wtedy płaska jak deska, koleżanki prognozowały mi duży biust, po mamie. Pogodziłam się z tą myślą i niecierpliwie czekałam, aż biust osiągnie pokaźne rozmiary i, co najważniejsze, będzie współgrał z resztą ciała a ja będę się z tym ciałem czuła dobrze.

W międzyczasie chciało mi się płakać ilekroć przymierzałam jakąś sukienkę czy bardziej kobiece ciuchy, bo miałam wrażenie, że wyglądam jakby ktoś mnie raczej za kobietę przebrał. Bo ja, to przecież ja, no… Liwa, nie żadna kobieta.

– Liwa, a czemu ty masz cycki? – zapytała z diabelskim uśmiechem cztreoletnia kuzynka zagladając mi w dekolt. A więc to koniec. Moje życie od teraz będzie kręciło się wokół jednego.

Trudno, taka widać kolej rzeczy, myślałam i czekałam. No bo skoro już tak ma być, to chociaż niech będą duże ładne i w ogóle niech się coś stanie, żebym była wysoka, sexy i z długimi włosami, jak sąsiadka z dołu. Pochłaniałam przy tym wszystkie znalezione artykuły o tempie wzrostu piersi, kiedy piersi przestają rosnąć oraz czy to normalne, że nie są okrągłe i kiedy i czy w ogóle przestaną takie być. Nie doczekałam się tych legendarnych „dużych cycków po mamie„. Koleżanki się pomyliły, genetyka dała im i mnie pstryczka w nos. Przyszedł czas kiedy trzeba było się pogodzić z porażką.

W pierwszych latach liceum miałam sporo kolegów, ale bardzo szybko zdałam sobie sprawę, że są moimi kolegami tylko dla tego, że moja przyjaciółka ich ignoruje. A ona to była… Smukła, opalona, z ciemnymi, migdałowymi oczami i rzęsami, które wołały chodź ze mną no i oczywiście z pięknymi, pełnymi piersiami.

Obraziłam się wtedy trochę na rodzaj męski. I nadal próbowałam zgłębić wiedzę o piersiach ze źródeł takich jak strona internetowa ze skanami cycków. Nie, nie pomyliłam się, to nie były zdjęcia acz amatorskie skany. Żeby taki zrobić trzeba się było pochylić nad skanerem bez koszulki. Galeria była naprawdę imponująca. Co kilka dni przeglądaliśmy z bratem nowości a ja usilnie próbowałam znaleźć parę, która wyglądałaby jak moja – nie znalazłam! Choć ze zdziwieniem odkryłam również, że istnieją piersi mniejsze od moich.
Jednocześnie, odkryłam też staniki typu push-up. Zdziwlilibyście się o ile można biust „powiększyć” takimi sztuczkami. Bez stanika nie ruszałam się więc z domu. Był tajnym narzędziem w walce z kompleksami i, chociaż nikt mnie wtedy bez koszulki nie oglądał (nie licząc szatni na wuefie), przyjemniej było spojrzeć na siebie w lustrze.

Przwińmy szybko kilka lat naprzód.

– Oliwia, jakie ty masz ładne piersi! – wykrzyknęła w zdumieniu koleżanka ze studiów w przerwie między wykładami. Miałam wtedy na sobie bluzkę z całkiem sporym jak na mnie dekoltem i faktycznie byłam zadowolona z tego jak się prezentuję. Ja i mój biust. Nadal nie wyobrażałam sobie wyjść na ulicę bez stanika, ale poukładałam sobie różne myśli w głowie i przestałam być obrażona za to, że faceci zwracają uwagę na piersi. Cycki są przecież fajne. Miękkkie, miłe w dotyku, te mniejsze idealnie leżą w dłoni. Okazuje się, że z dużymi jest sporo problemów: przeszkadzają przy bieganiu, bolą plecy, ramiączka od stanika wrzynają się w ramiona, ciężko kupić dopasowaną bieliznę i guziki od koszul notorycznie się rozpinają. W ogóle czym ja się kiedyś przejmowałam? Przecież wszystko jest na swoim miejscu. Powoli, stanik z narzędzia do walki z niską samooceną stał się jedynie ochroną, żeby nie było widać za dużo.

Do perfekcji opanowałam zdejmowanie stanika przez rękaw bluzy tuż po przyjściu do domu. Nagle zdałam sobie sprawę z tego, że przecież z tym ustrojstwem nie mogę nawet wygodnie siedzieć. Potem odkryłam staniki bez fiszbinów i bez wypełniaczy. Trochę się zdziwiłam kiedy zdałam sobie sprawę, że one wcale nie są potrzebne i nie trzeba udawać, że ma się pod bluzką więcej niż się ma naprawdę. Że można na siebie popatrzeć w lustrze i nawet się do siebie uśmiechnąć. Nadal jednak biustonosz był nieodzowną częścią garderoby i wybierałam takie przez które nie będą się odznaczać sutki jeśli zawieje chłodniejszy wiatr. Zbyt cienkie, nawet jeśli pięknie zrobione, były do niczego bo pod obcisłym t-shirtem i tak wszystko było widać, if you know what I mean.

I nie to, żeby mi się to nie podobało albo, żebym byłam pruderyjna. Ale myśl, że ktoś, kim nie jestem zainteresowana mógłby spojrzeć na mnie jako na obiekt seksualny, w pewnym sensie przerażało mnie. A wydawało mi się, że jeśli przez cienką koszulkę latem, prześwitują mi sutki to zawsze właśnie tak właśnie wygląda. Nie do końca potrafię wytłumaczyć dlaczego. Być może tak jest, być może nie, problem jak zwykle był w mojej głowie. Więc znowu zaczęłam się zastanawiać z czego ja właściwie robię problemy? Dlaczego mam poświęcać własną wygodę dla kogoś, kto przecież w ogóle mnie nie interesuje?

Potem przestałam o tym myśleć w ten sposób, ale z kolei nadal wydawało mi się, że to nie wypada, żeby na przykład pójść tak ubraną na kawę z teściami. Albo na spotkanie z dzieciatymi znajomymi. No bo jak to?!
A potem jedna z takich znajomych podczas rozmowy nad brzegiem basenu, jak gdyby nigdy nic, zsunęła bikini i nie przerywając rozmowy wepchnęła synkowi pierś do ust. Zaśmiałam się na ten nagły cyckowy atak a potem a przestałam mieć wątpliwości do tego co wypada a co nie. Dlaczego miałabym się wstydzić własnego ciała?

Myślałam o tym zbyt dużo, więc postanowiłam przestać.
Przestałam też w końcu nosić stanik. Z wygody. Kiedy założyłam jeden parę tygodni temu, po godzinie puknęłam się w głowę i zdjęłam go zanim całkiem popsuł mi humor.
Nie chcę przy tym palić staników na stosie. Pełnią wiele funkcji i wiem, że nie każdemu będzie wygodnie bez, tak jak mi. Oprócz fukncji czysto podtrzymujących, są też staniki tak sexy, że rozumiem chęć wbicia się w taki choćby z czystej próżności – bo dlaczego nie – ale to temat na zupełnie inną historię.

Jestem ciekawa jak Wy (pytanie do wszystkich płci) czuliście się ze zmieniającym się ciałem podczas dorastania – byliście tym faktem zakłopotani jak ja, czy raczej przyjmowaliście je ze spokojem? Czy wpłynęło to na fakt, jak postrzegacie swoje ciało po latach?
No i wreszcie – jeśli nosicie staniki, robicie to z potrzeby, wygody czy wymogów społeczeństwa?

2 myśli na temat “Biustonosz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s